Zmarły dziś Alaksandr Milinkiewicz należał do tej generacji inteligencji białoruskiej, która stanęła przed niebywałą szansą, perspektywą niosącej ogromną nadzieję przyszłości i jednocześnie piekielnie trudnym wyzwaniem. On sam był jakby wybrany do odegrania ważnej roli w odpowiadaniu na nie.
Miał 44 lata, kiedy Białorusini mogli od nowa, a w zasadzie zupełnie na nowo zacząć tworzyć sobie państwo. Doktor fizyki (w ZSRR fizyków kształcili znakomicie). Perfekcyjny polski, angielski, francuski. Praca i staże w zagranicznych placówkach naukowych. Po pradziadku powstańcu styczniowym i dziadku działaczu ruchu białoruskiej mniejszości narodowej w rodzimym Grodnie (w czasach II Rzeczpospolitej) z zacięciem do działalności społecznej i politycznej.
Do tego z wiarą w europejską, demokratyczną przyszłość kraju. Przekonywał mnie, że demokracja jest czymś naturalnym tam, gdzie kiedyś była, jak to nazywał, „ratusza", czyli ratusz, bo tam jest korzeń, który zapuściła, kiedy rządzili rajcy miejscy. Przez lata kierował Grodnieńskim Stowarzyszeniem Społecznym o nazwie właśnie „Ratusza".
kalendarium
Nauka









