Castingi do roli 007 trwają, a ja proponuję je zawiesić i zamiast aktora przed trzydziestką obsadzić, choćby na jeden film, aktorkę po pięćdziesiątce.
To oczywiście prowokacja z mojej strony. Tak naprawdę jestem przeciwna obsadzeniu kobiety w roli Jamesa Bonda, przynajmniej tego, którego stworzył w książkach Ian Fleming, a na ekranie wykreowała rodzina Broccolich.
Więcej – nie jestem też fanką przepisywania męskich ról na kobiece. Sprawdza się to wyjątkowo rzadko. Udało się w "Nocnym recepcjoniście", gdzie Olivia Colman, do tego w zaawansowanej ciąży, wcieliła się w postać, która w książce Johna le Carré była mężczyzną, i zrobiła to fenomenalnie, dodając całemu serialowi (a raczej jego pierwszemu sezonowi, drugi to abominacja) emocjonalnej głębi.
kalendarium
WIECZÓR WYBORCZEJ






