- Mówiło się o mnie, że nie nadaję się do drużyny grającej o wysokie cele, że nie dostosuję się ze swoim stylem gry. Odbiłem się najpierw od ściany, ale potem nabrałem pokory i determinacji, by coś udowodnić - mówi Andrzej Pluta, który w minionym sezonie wygrał w Polsce wszystko.

Andrzej Pluta już dawno przestał być synem swojego ojca w tym sensie, że pisze swoją, piękną historię. Senior był znakomitym rzucającym na przełomie wieków, junior wyrósł na najlepszego gracza ligi w połowie lat 20. Od kilku lat ma pewne miejsce w reprezentacji Polski, ostatnio był gwiazdą Legii Warszawa, z którą zdobył dwa tytuły mistrzowskie. Teraz szykuje się do sezonu w Basquet Girona - do Hiszpanii wraca po sześciu latach, bo jako nastolatek trenował i grał w Madrycie, Sewilli i Ourense, przechodząc wszystkie szczeble młodzieżowej kariery. A w rozmowie ze Sport.pl 26-letni gracz opowiada o tym, jak doszedł na szczyt polskiej koszykówki.

Łukasz Cegliński: Wiesz, ilu graczy w historii PLK dokonało tego, co osiągnąłeś w minionym sezonie? Ilu było jednoczesnych mistrzów, MVP sezonu i MVP finału?

Andrzej Pluta: Ooo, szczerze mówiąc, to nie mam zielonego pojęcia. Ale pewnie niewielu?

Pięciu: Adam Wójcik, Maciej Zieliński, Tomas Pacesas, Travis Trice i Kameron McGusty.