- Albo pękniesz i przestaniesz udawać, albo będziesz grał rolę kogoś innego do końca życia - mówi Andrzej Stękała. Polski skoczek przeżył życiowy dramat, kiedy stracił swojego partnera. W szczerej rozmowie ze Sport.pl mówi również o życiu w nieustannym strachu i długiej drodze do odzyskania spokoju. Jak z perspektywy czasu patrzy na swój coming out?
Andrzej Stękała przez lata był dla kibiców przede wszystkim utalentowanym skoczkiem narciarskim, m.in. brązowym medalistą mistrzostw świata w drużynie sprzed pięciu lat. Należał do kadry A, skakał w Pucharze Świata, raz stanął na podium, należał do najlepszych.
Prawdziwy przełom w jego życiu nastąpił jednak poza obiektami sportowymi, gdy na początku 2025 roku zdecydował się przerwać milczenie na temat swojej prywatności. Osobista tragedia, czyli nagła śmierć jego partnera Damiana, postawiła skoczka przed niezwykle trudnym wyzwaniem, zmuszając go do konfrontacji nie tylko z żałobą, ale także z życiem w ukryciu, które przez lata było dla niego źródłem ogromnego ciężaru i strachu przed odrzuceniem. W tym czasie zaczął skakać gorzej, a dziś walczy o powrót do dawnej formy.
Andrzej Stękała mówi Sport.pl o tym, jak podchodzi dziś do swojej decyzji o dokonaniu coming outu i dlaczego uważa, że nastąpił ona zdecydowanie zbyt późno. Dzieli się także doświadczeniami związanymi z traumą po stracie bliskiej osoby, mówi o reakcji środowiska, oraz przyznaje, co czuje, czytając wiadomości od innych osób, które wciąż boją się żyć w zgodzie z własną autentycznością.









