29 lipca 2026, 10:58
Coraz więcej osób wybiera hulajnogę zamiast samochodu czy komunikacji miejskiej. Kampania "Mistrzu, pomyśl" przypomina jednak, że wygoda nie może wyprzedzać rozsądku. Eksperci apelują o odpowiedzialność, bo na drodze liczy się nie tylko to, jak szybko dojedziemy, ale przede wszystkim, czy dojedziemy bezpiecznie.
Fot. Materiał promocyjny Shutterstock
Jeszcze kilka lat temu były ciekawostką, dziś trudno wyobrazić sobie bez nich polskie miasta. Popularność hulajnóg elektrycznych rośnie z roku na rok, ale wraz z nią rośnie również liczba niebezpiecznych zdarzeń.
Hulajnoga elektryczna nie jest zabawką. Jest to pojazd, a kierującego obowiązują przepisy ruchu drogowego– podkreśla komisarz Antoni Rzeczkowski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.Tylko w ubiegłym roku na polskich drogach doszło do ponad tysiąca wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych, a ich liczba stale rośnie.Polacy zwyczajnie się bojąPotwierdzają to także wyniki badania zrealizowanego na zlecenie PZU. Aż 74 proc. Polaków deklaruje, że często widzi użytkowników hulajnóg poruszających się z nadmierną prędkością, a ponad połowa badanych przyznaje, że czuje się przez nich zagrożona.To już nie jest problem infrastrukturalny, ale społeczny. Boimy się, bo nie czujemy się bezpiecznie na drodze– mówi Marta Strzyżewska, dyrektor Biura Marketingu PZU.Ekspertka zwraca uwagę, że hulajnogi bardzo szybko stały się elementem miejskiej codzienności, a nasze nawyki i świadomość nie nadążyły za tą zmianą.Lekarz: "Najtrudniej leczą się urazy głowy"Z perspektywy lekarzy problem wygląda jeszcze poważniej. Na oddziały ratunkowe trafia coraz więcej osób po upadkach z hulajnóg, a obrażenia często są bardzo ciężkie.








