– Kartki z ostrzeżeniami o karach za nieprawidłowe segregowanie śmieci wiszą u mnie w klatce już niemal wszędzie – na drzwiach wejściowych do bloku, na tablicy ogłoszeń, w windzie, przy skrzynkach. Dobrze, że na lodówce mi jeszcze nikt tego nie powiesił! Tymczasem, żeby znaleźć informacje o prawidłowej segregacji, to trzeba wydzwaniać do gminy. Gdzie na przykład teraz wyrzucać stare ubrania? Gdzie się podziały dzwony na szkło? Jaki jest sens tymi karami ludzi straszyć, skoro nikt nie wie, gdzie i jakie śmieci wyrzucać? – denerwuje się Milena z miejscowości Wieliczka pod Krakowem.
Takie skargi od zdezorientowanych mieszkańców napływają do nas niemal ze wszystkich zakątków Polski. Polityka zarządzania odpadami w ostatnich latach dynamicznie się zmieniała, bo przepisy krajowe w tym zakresie dostosowywano do unijnych, a pogubieni byli w nich nie tylko mieszkańcy, ale i gminy. Efekt tego legislacyjnego zamieszania jest katastrofalny – gminy są zadłużone tylko za 2025 rok z tytułu gospodarki odpadami na 1,46 mld zł. Zmiany odczuwają też obywatele – głównie w kieszeniach, bo przez podwyżki opłat za wywóz śmieci rosną stawki ich czynszów.
Zobacz wideo
Czy jest szansa, żeby ten dług, zamiast się pogłębiać, zmniejszał się, i żeby te usługi dla mieszkańców potaniały? – Tak, mamy nadzieję, że nadchodząca zmiana przepisów przyniesie ulgę dla wszystkich – mówi nam Dorota Bąbiak-Kowalska, radczyni prawna, dyrektorka zarządzająca w biurze Unii Metropolii Polskich.







