Igor jest selekcjonerem reprezentacji Polski, Igor junior walczy o miejsce w NBA, Zoran był wyróżniającym się graczem polskiej młodzieżówki. Ale z klanu Miliciciów najgłośniej może być o 18-letnim obecnie Teo.
Kiedy w styczniu 2020 roku odwiedziłem Igora Milicicia we Włocławku, by zrobić reportaż o jego dniu meczowym w roli trenera Anwilu, moją uwagę przykuły dwa zdjęcia wiszące w jego gabinecie. Na jednym z nich trójka chłopców robiła pompki na nadmorskich skałach, na drugim ta sama trójka prężyła muskuły pokazując sześciopaki na brzuchach i całkiem nieźle zarysowane barki i bicepsy. Dziś trójka synów Igora – 24-letni Igor junior, 20-letni Zoran oraz 18-letni Teo – ma widoki na poważne kariery. A historia rodziny Miliciciów wpisuje się w obraz kosmopolitycznego świata, w którym mobilność rozmywa pojęcie narodowości.
Z Koszalina i Sopotu, przez Niemcy, do dużego basketu
Igor senior to Chorwat, który w 1999 roku, w wieku 23 lat, przyjechał do Polski i związał się z naszym krajem. Poznał tu żonę, otrzymał polski paszport, uczył się pracy trenera, zdobywał w tej roli mistrzostwo Polski, a od jesieni 2021 roku z sukcesami prowadzi biało-czerwoną reprezentację.
Ale do chorwacko-polskiej mieszanki trzeba dodać jeszcze Niemcy. W 2018 roku rodzina Miliciciów przeniosła się do Ulm, by trójka chłopców, początkujących koszykarzy, mogła rozwijać się w tamtejszej Orange Academy, jednym z najlepszych ośrodków szkoleniowych w Europie. Igor junior w 2021 roku przeniósł się do USA, gdzie studiował i grał w uczelnianej NCAA, a ostatnio występował na zapleczu NBA, o którą wciąż walczy. 20-letni obecnie Zoran i dwa lata młodszy Teo wciąż – choć lepiej napisać: jeszcze - trenują i grają w Ulm. Obaj chłopcy niemal połowę swojego krótkiego życia spędzili właśnie w Niemczech, mają tamtejsze obywatelstwo – podobnie jak chorwackie i polskie.






