Od obcięcia "uszu niedźwiedzia" do wpuszczenia quadów w dzikie tereny. Donald Trump zadaje kolejne ciosy amerykańskiej przyrodzie. Mogę się tylko domyślać, że jeśli w Polsce znów do władzy dojdzie skrajna prawica, pójdzie w jego ślady.
Donald Trump i jego pomagierzy zadali ostatnio kilka ciosów amerykańskiej przyrodzie. Najpoważniejszym z nich jest zmiana sposobu stosowania ustawy o gatunkach zagrożonych (Endangered Species Act, ESA), która od 1973 r. stanowi fundament systemu ochrony przyrody w Stanach Zjednoczonych.
Spór dotyczy interpretacji słowa „szkodzić" (ang. harm). Administracja Trumpa chce je rozumieć niemal równie dosłownie jak Biblię. Jej zdaniem samo zniszczenie siedliska chronionego gatunku nie powinno być uznawane za naruszenie prawa, dopóki nie prowadzi do bezpośredniego zranienia lub zabicia zwierzęcia. Deweloper, firma wydobywcza czy inwestor budujący drogę, rurociąg albo elektrownię mieliby więc znacznie większą swobodę, nawet gdyby ich przedsięwzięcie pozbawiało zagrożony gatunek miejsca do życia.
skrót wydarzeń wtorku
kalendarium










