Śmierć Robina Williamsa (1951-2014) to ironia losu. Choroby powodujące osłabienie ciała i otępienie umysłu przedwcześnie dotknęły człowieka, który całe życie tryskał energią. Potrafił godzinami biegać po scenie i rozśmieszać ludzi do łez, improwizując żarty.

75 lat temu urodził się Robin Williams. Przypominamy tekst, opublikowany w "Wyborczej" 19.07.2021 roku.

Dokument Tylora Norwooda „Dzień dobry, Robin" (2020) opowiada o ostatnich 18 miesiącach życia aktora. Znaleziono go martwego w jego posiadłości w Paradise Cay w Kalifornii 11 sierpnia 2014 r. Zmarł śmiercią samobójczą, powiesił się. Miał wtedy 63 lata.

Film rzuca na to zdarzenie nowe światło. U Williamsa za życia zdiagnozowano chorobę Parkinsona, lecz po badaniach pośmiertnych okazało się, że było to tzw. otępienie z ciałami Lewy’ego, czyli dolegliwość mózgu wywołująca zaburzenia pamięci (pod koniec życia Williams zapominał tekstu ról), bezsenność i paranoidalne przywidzenia. Zapewne one pchnęły go do samobójstwa, a nie alkohol czy narkotyki, z którymi od dawna miał problemy.

skrót wydarzeń dnia