Jeśli tak ma wyglądać najbardziej niepotrzebny mecz na świecie, to ja chcę oglądać już tylko takie. W spotkaniu Anglii z Francją (6:4) o trzecie miejsce na mundialu było absolutnie wszystko. To był prawdziwy mecz gwiazd, jaki Amerykanie kochają. Jak w ogóle do niego mogło dojść?
Parafrazując klasyka, pod koniec spotkania chciało się krzyknąć: "Panie Wenezuelczyk, nie kończ pan tego meczu!". Mimo że przed meczem obaj selekcjonerzy zgodnie stwierdzili, że nikt nie chce w nim grać, to spotkanie o trzecie miejsce na tegorocznym mundialu było absolutnie fenomenalne. Mecz, który z uwagi na okoliczności nazywany jest najbardziej niepotrzebnym na świecie, tym razem dostarczył niezwykłych emocji i legendarnych historii. Szaleństwo w Miami zapamiętamy na zawsze. Ale po kolei.
Mimo że stawka była poważna, spotkanie Anglii z Francją było jak mecz gwiazd NBA. Na głównej scenie spotkały się największe gwiazdy, których nadrzędnym celem było bicie rekordów i dostarczenie widowni jak największej ilości rozrywki. Ostatni raz co najmniej 10 goli w jednym meczu mistrzostw świata padło dokładnie 15 czerwca 1982 r. Wtedy Węgry zdemolowały Salwador 10:1, co do dzisiaj jest najwyższym zwycięstwem w historii mundiali. I choć w sobotę emocje trwały do samego końca meczu, to pierwsza połowa zwiastowała poprawienie tamtego rekordu drużyny Kalmana Meszoly'ego.







