Sposób, w jaki Chicago Fire zaprezentowało Roberta Lewandowskiego, nie zrobiła dobrego wrażenia. Problemem był m.in. termin konferencji prasowej, gdyż chwilę później rozpoczynał się półfinał MŚ. Organizatorów w rozmowie dla "WP Sportowych Faktów" broni Jędrzej Hugo-Bader z agencji marketingowej VML. "Nie demonizujmy" - stwierdził, przyznając jednak, że wszystko mogło potoczyć się lepiej.

youtube.com/@FOX32Chicago

We wtorek 14 lipca Robert Lewandowski został oficjalnie przedstawiony jako nowy piłkarz Chicago Fire. Zwołana została specjalna konferencja prasowa, na której kapitan reprezentacji Polski chętnie pozował do zdjęć z koszulką z numerem 9. Całe wydarzenie jednak swoim rozmachem było dalekie od tego, jaką renomą cieszy się napastnik.

Zobacz wideo KOSMOS! Tu ma mieszkać Robert Lewandowski. To miasto wbiło nas w ziemię. Byliśmy pierwsi w bazie

"Do Chicago Fire trafił największy piłkarz w historii klubu i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowego futbolu. (...) Tymczasem - jak relacjonują polscy dziennikarze obecni w Chicago - cała prezentacja sprawiała wrażenie przygotowanej naprędce" - przekazywaliśmy. Trudno dziwić się takim opiniom, skoro prezentacja odbyła się w zwykłej sali konferencyjnej zaledwie parę godzin przed półfinałem mundialu, a w klubowym sklepiku... zabrakło koszulek.