15 lipca 2026, 11:58

Joanna Kurska twierdzi, że telewizja publiczna podała nieprawdziwe informacje na temat jej zarobków. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, który oddalił w całości powództwo byłej dyrektorki programowej TVP i szefowej "Pytania na śniadanie".

fot. Konrad Kozlowski / Agencja Wyborcza.pl / Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl

W styczniu 2024 roku w flagowym programie informacyjnym Telewizji Polskiej "19.30", który zastąpił "Wiadomości", ujawniono, że w czasie rządów Jacka Kurskiego małżeństwo Kurskich zarobiło w TVP miliony. Łącznie od 2016 roku były prezes telewizji miał zainkasować ponad 4,5 miliona złotych, a jego żona ponad 1,5 miliona.

Joanna Kurska przegrała w sądzie z TVPW materiale podano, że Joanna Kurska zarabiała podczas pracy w TVP 117 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Autor analizy Witold Tabaka zestawił kwoty z pensjami nauczycieli i posłów. Kurska złożyła pozew przeciw TVP i szefowi programu "19.30" Pawłowi Płusce. Podkreślała, że podane na antenie informacje były nieprawdziwe."Ani jako dyrektor programowa TVP, ani jako producent 'Pytania na Śniadanie' nie miałam takiej pensji. Moje wynagrodzenie było zawsze zgodne z widełkami siatki wynagrodzeń pracowników TVP. Nie zarabiałam nigdy więcej niż moi poprzednicy" - wyjaśniała. "Jako dyrektor programowa TVP dostawałam miesięcznie 23 tys. zł brutto. Co więcej, wraz z funkcją dyrektora programowego pełniłam obowiązki dyrektora marketingu TVP, za co nie pobrałam żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Czyli byłam podwójnym dyrektorem na jednej pensji" - tłumaczyła.Przeprosin i zadośćuczynienia póki co nie będzie. "Nikczemna decyzja sądu"Kurska domagała się od Telewizji Polskiej przeprosin za naruszenie dóbr osobistych oraz zadośćuczynienia w kwocie 100 tysięcy złotych, które miały zrekompensować jej doznane krzywdy. Sąd Okręgowy w Warszawie w całości oddalił powództwo, jednak wyrok nie jest prawomocny. Żona byłego prezesa TVP może odwołać się od decyzji.Kurska nie zgadza się z sądem i twierdzi, że TVP nie przedstawiła dowodów na to, że zarabiała 117 tysięcy złotych miesięcznie. "Myślałam, że nic mnie już w Polsce nie zdziwi, a jednak. Można o mnie nakłamać, że zarabiałam 117 tys. miesięcznie, ogłosić to we wszystkich mediach, nie przedstawić na to żadnego dowodu i... wygrać w sądzie, który stanie po stronie kłamstwa" - komentowała w rozmowie z portalem Wirtualne Media.