Czy Polska może stracić mistrzostwa świata siatkarzy w 2027 roku, jeśli nie zgodzi się, żeby zagrała w nich Rosja? Słyszymy, że możliwe jest nawet odebranie nam turnieju i przyznanie roli gospodarza Rosji. Prezesa Sebastiana Świderskiego pytamy, czy obawia się takiego wariantu. - Mam takie myśli - przyznaje. Na czwartek szef Polskiego Związku Piłki Siatkowej zwołał nadzwyczajne posiedzenie zarządu.
Kilka dni temu Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił, że rekomenduje światowym federacjom różnych dyscyplin sportowych, żeby pozwalały zawodnikom z Rosji wracać do międzynarodowej rywalizacji. To decyzja zaskakująca o tyle, że Rosja wciąż prowadzi pełnoskalową wojnę na Ukrainie (od lutego 2022 roku). Natomiast jednocześnie ta decyzja zaskakuje mniej, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że na dobre ruszają już olimpijskie kwalifikacje do igrzysk Los Angeles 2028, których głównym gospodarzem będzie prezydent USA, Donald Trump.
Sebastian Świderski jest prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej i w mocnych słowach komentuje zarówno samą decyzję Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB) zgodną z rekomendacją MKOl-u, jak i fakt, że za tą decyzją nie idzie żaden konkretny plan przywracania Rosjan do rywalizacji. A nas ta informacja dotyczy bardzo poważnie, ponieważ to Polska w 2027 roku ma być organizatorem finałów mistrzostw świata.







