Od pierwszego lipca ponad 7500 dyrektorów siada do komputerów, często nocą, i robią polowanie na nauczycieli - informuje Robert Górniak, który od lat śledzi ruchy kadrowe w szkołach.
To jest jak w "Dniu Świstaka". Co roku w lipcu podnoszą się głosy, że w szkołach dramatycznie brakuje nauczycieli. Robert Górniak, twórca profilu "Dealerzy Wiedzy", który od lat śledzi ruchy kadrowe w oświacie nazywa ten miesiąc czasem, kiedy można zakupić colę i popcorn i zasiąść do oglądania seansu pod nazwą "Polowanie na nauczyciela".
Górniak, który sam jest nauczycielem w Sosnowcu, zauważa, że liczba ofert pracy w szkole publikowanych na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej "przyrasta jak piana z płynu do mycia naczyń wlanego do zmywarki". Obecnie jest ich blisko 20 tysięcy. Głównie dla matematyków, anglistów, nauczycieli przedmiotów zawodowych oraz pedagogiki specjalnej. MEN co roku tłumaczy, że to normalny tryb kadrowy, ale trudno wyobrazić sobie inną branżę, dla której przez miesiąc z dnia na dzień pojawia się tysiąc nowych ofert pracy. " Dobijemy do 22 tysięcy ogłoszeń? - pyta Górniak. I komentuje, że wtedy nie będzie dało się udawać, że problemy kadrowe w oświacie załatano.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.










