O zarobkach Warszawiaków krąży mit: są wysokie, bez względu na branżę. I drugi, jeszcze bardziej podstępny: żeby żyć w stolicy "normalnie", trzeba zarabiać przynajmniej 15 tys. złotych.

A jednocześnie nikt nie przyznaje się do luksusu, raczej wymienia wydatki: szkoła dziecka, dentysta, kredyt, dwa samochody, chory pies, chemia do łazienki za 200 złotych. Jakaś awaria.

A stolica szepcze: musisz zarabiać więcej, bo w tym mieście gra się w status. Trzeba mieszkać na dobrym osiedlu, nosić ubrania od projektantów, kupować w osiedlowym warzywniaku i wysyłać dzieci na dodatkowe zajęcia, inwestować w młodą sztukę. Tylko czy to jeszcze awans, czy już tylko dryf społeczny?

W Gazecie Stołecznej i na warszawa.wyborcza.pl rozpoczynamy nowy cykl pt. "Prawdziwe portfele Warszawiaków". Sprawdzamy, ile naprawdę zarabiają, na co wydają, czego sobie odmawiają. Chcesz o tym opowiedzieć? Napisz: warszawa@wyborcza.pl

Przeczytaj też: Życie w Warszawie? Nie opłaca się. "Zarabiam 11 tysięcy, a muszę polować na promocje w Biedronce"