Choć w całej Polsce akta małżeństw zawartych za granicą są transkrybowane, krakowscy urzędnicy twierdzą, że nie wiedzą, jak to zrobić.
- Mamy wszelkie potrzebne zgody, nawet wojewoda, który jest z PSL-u, wydał decyzję, że nasze małżeństwo powinno być transkrybowane. I nic. Dlaczego to tyle trwa? - denerwuje się w rozmowie z "Wyborczą" Paweł, mieszkaniec Krakowa.
Ślub ze swoim partnerem Krzysztofem wziął w czerwcu ubiegłego roku. Padło na Kolonię w Niemczech, bo są z tym miejscem związani. W Polsce zabezpieczyli się notarialnie w kwestiach majątkowych i spadkowych.
- Ślub w Niemczech był wzruszający, ale prawda jest taka, że cały czas ma się z tyłu głowy, że nie bierze się go we własnym kraju i w swoim języku. Wesele urządziliśmy w Krakowie, były nasze rodziny, przyjaciele, w sumie około stu osób. Zrobiliśmy z myślą o nich małą, symboliczną ceremonię, która nie miała żadnego wymiaru prawnego - opowiada.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.








