Dla całej Wielkiej Brytanii święto, jakim jest Wimbledon, zamieniło się w koszmar. Z 19 singlistów wśród kobiet i mężczyzn, którzy stanęli na starcie turnieju głównego, wygrało tylko czworo. "To najwięcej porażek w pierwszej rundzie od 1988 roku i najwyższy ich odsetek od 2013" - bije na alarm BBC Sport. Brytyjska Federacja Tenisowa - szacuje się, że druga najbogatsza na świecie - znajduje się w ogromnym kryzysie.
77 lat czekali Brytyjczycy na triumf swojego reprezentanta w Wimbledonie. Klątwę w 2013 roku przełamał Andy Murray, który wygrywał tę imprezę także trzy lata później. Z kolei u pań ostatnią domową zwyciężczynią jest Virginia Wade z 1977 roku. Brytyjczycy nawet nie marzą, że zmieni się to w najbliższej przyszłości, a dopiero co zakończona pierwsza runda tegorocznego Wimbledonu jeszcze bardziej może pogrążyć ich w marazmie.
Cios tuż przed startem Wimbledonu. Poniedziałek był absolutną klęską
Nadzieje gospodarzy na dobry wynik w londyńskiej imprezie zostały pogrzebane de facto tuż przed samym startem, gdy z gry w ostatniej chwili wycofali się Emma Raducanu i Jack Draper. Raducanu to najwyższej sklasyfikowana brytyjska tenisistka w rankingu WTA (33.), z kolei Draper, mimo że aktualnie notowany na 131. miejscu w zestawieniu męskim, ma największy potencjał i umiejętności, aby zaistnieć w czołówce. Pokazał to, dochodząc do półfinału US Open 2024, a zeszły sezon zakończył na 10. miejscu w rankingu, z bilansem 30 zwycięstw oraz 9 porażek. Wygrał turniej ATP Masters 1000 w Indian Wells. Jednak od ubiegłorocznego US Open regularnie trapią go urazy, przez co opuścił w tym sezonie wszystkie imprezy wielkoszlemowe.












