Ponad 80-tysięczna publiczność na koncercie Dawida Podsiadły na Stadionie Narodowym w sobotę, a powtórka w upalną niedzielę. Mieszkańcy Saskiej Kępy skarżą się, że nie mogą dojechać do domów, a policja wbrew ustaleniom wpuszcza samochody przyjezdnych na lokalne ulice.

Mimo historycznych upałów w Warszawie tłumy na koncertach Dawida Podsiadły na Stadionie Narodowym. W sobotę 27 czerwca wypełnił się do ostatniego miejsca ponad 80-tysięczną publicznością. Artysta apelował, żeby widzowie się nawadniali, a sam robił przerwy na picie wody.

Z kolei piekło objazdów i szturm samochodów przeżywała Saska Kępa. Mieszkańcy obawiają się, że to samo będzie w niedzielę podczas drugiego koncertu Dawida Podsiadły na Stadionie Narodowym. Dzień wcześniej trudno było przedostać się w jego okolicy nawet rowerem. Sznur aut sunął niewielką ulicą Katowicką, kierowcy zajmowali wszystkie wolne miejsca parkingowe. Rząd pojazdów zastaliśmy na klepisku pod wiaduktem łączącym Most Poniatowskiego z Wałem Miedzeszyńskim - ich właściciele dostali się tu przez ul. Jakubowską. Jak to możliwe, skoro podczas imprez na Stadionie Narodowym wjazdu na Saską Kępę teoretycznie powinna pilnować policja? Mieszkańcy skarżą się, że sami nie mogli się dostać do domów.