Nie sądziłem, że to możliwe, ale liczba hordy fotografów, reporterów i kamerzystów znów się podwoiła. Sytuacja osiąga nieznane wcześniej wyżyny absurdu. Pewnej nocy Britney łapie gumę w drodze powrotnej z apteki i zamiast zadzwonić po pomoc drogową, porzuca auto na środku jezdni i odjeżdża wozem któregoś z paparazzich. Następnie wybiera się z Ghalibem do Meksyku w różowej peruce. Jego agencja fotograficzna uzyskuje wyłączność na fotki, na których popijają frappuccino i włóczą się po sklepach z pamiątkami w Baja.

Widziano Britney w jej sukni ślubnej, gdy szła wynająć Ghalibowi Mercedesa. Kilka nocy z rzędu pędziła po Valley z prędkością stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Zdarza jej się o drugiej nocy wpaść na zakupy do Kitsona albo znienacka wybrać się do centrum handlowego, gdzie jakaś dziewczynka nieśmiało prosi ją o zdjęcie dla swojej młodszej siostry, a Britney warczy:

– Nie wiem, za kogo mnie bierzesz, s**o, ale nie jestem tą osobą.

Zobacz wideo Jak się kręci Bollywood w Polsce

Większość wieczorów spędza teraz w hotelu Four Seasons w Beverly Hills. Hotelowy hol zamienia się w czarny rynek spekulantów ciągnących zyski z cudzej sławy, szemranych prawników i różnych cwaniaczków świadczących pokątne usługi duchowe. Suge Knight regularnie rezyduje w kącie, paląc swoje Cohiby. Nikt nie sądzi, że ma on coś wspólnego z przygodami Britney, ale też nikt nie chciałby się o to założyć.