Maja Chwalińska przystępowała do Roland Garros jako zawodniczka mało znana szerszej publiczności, a skończyła turniej jako ogólnonarodowy fenomen. - W marketingu sportowym dominuje rynek klienta, ale w przypadku Mai jest odwrotnie. To do niej ustawia się kolejka firm i wszystkie karty są po stronie tenisistki - mówi w Sport.pl Grzegorz Kita, założyciel Sport Management Polska. Jakie są największe szanse i wyzwania Chwalińskiej na polu biznesowym?

Maja Chwalińska w tegorocznym Roland Garros osiągnęła nie tylko historyczny sukces, nagrodę pieniężną, punkty oraz sławę. Ten start zmienia jej życie, karierę i sytuację na rynku marketingowym. Do stolicy Francji 24-letnia tenisistka leciała jako zawodniczka utalentowana, ale po przejściach związanych z problemami zdrowotnymi, szerokiej publiczności niemal nieznana, spoza top 100 rankingu WTA. Wróciła jako wicemistrzyni Wielkiego Szlema, ogólnonarodowy fenomen i autentyczna gwiazda, do której w kolejce ustawiają się kolejni potencjalni partnerzy.

Kopciuszek, Wonder Woman i dziewczyna z sąsiedztwa

Analizując fenomen Chwalińskiej, nie sposób pominąć unikalnej wielowymiarowości jej wizerunku. Eksperci od marketingu sportowego wskazują w rozmowie ze Sport.pl, że najbardziej poszukiwane są narracje wielowarstwowe, pozwalające na budowanie głębokich, emocjonalnych opowieści.