Postanowiłam zniechęcić Was do letnich wakacji nad Sekwaną
Autorka jest publicystką i tłumaczką, mieszka w Paryżu. Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl
Wszystkich, którzy ciągle wierzą w mit Zachodu, gdzie jest elegancko, wygodnie i luksusowo, zapraszam latem do Paryża. Założę się o wentylator, że Sartre pisał „Przy drzwiach zamkniętych" w czasie letniej kanikuły, kiedy w jego rodzinnym mieście inni faktycznie są piekłem. Podobnie jak cała stolica.
Z daleka, czyli z filmów i z Instagrama, nie sposób się o tym dowiedzieć. Paryską ikonosferę wypełniają obrazy przestronnych apartamentów, wymuskanych, pachnących panów i pań przechadzających się po pustawych Polach Elizejskich. Nawet Amelia, biedna kelnereczka, miała duże zacienione mieszkanie. „Paris – paradis" (Paryż – raj), głoszą slogany reklamowe, choć latem stolica Francji przypomina raczej pandemonium.
Wiem, że dla malkontentów i narzekaczy na pogodę jest w piekle osobne miejsce. Mimo to postanowiłam opisać, „jak tu jest naprawdę". Po co? Żeby złagodzić trochę „kompleks polski". I zniechęcić Państwa do wakacji nad Sekwaną. Październikowy Paryż naprawdę jest piękniejszy.






