Tutaj mieliśmy tych Holendrów wreszcie walnąć, jak obiecywał Jan Urban ich selekcjonerowi po drugim z rzędu remisie w eliminacjach. Ale nasze marzenia w Houston, mimo porażki 1:5, spełniają Szwedzi. I z bliska boli to jeszcze bardziej. Polacy ponoszą tu koszty moralne i finansowe. Zapytaliśmy ich, ile trzeba było wydać, by przylecieć na mundial.

Zaczyna się jeszcze dzień przed meczem w samolocie lecącym z Chicago do Houston. Na pokładzie sporo polskich i szwedzkich kibiców. Polacy - w ubraniach cywilnych, nie do wyłapania w tłumie innych pasażerów. Szwedzi - w meczowych koszulkach i imprezowych nastrojach. Zauważa ich stewardesa, która witając wszystkich na pokładzie, szczególnie serdecznie wita wszystkich kibiców, którzy "są w znakomitych humorach i świetnie się bawią" i którym pragnie życzyć powodzenia w nadchodzącym meczu. Dostaje za to brawa, jak piłkarz po strzelonym golu. Zresztą, widać, że dobrze rozumie kibicowskie emocje, bo co chwilę nawiązuje do mundialu. Ma na sobie koszulkę reprezentacji Meksyku, a jej koleżanka paraduje w koszulce USA, która po pierwszym meczu z Paragwajem zaczęła wyprzedawać się w takim tempie, że wiele oficjalnych sklepów prosiło producenta o błyskawiczną dostawę.