Do Japonii pojechała bez planu, za to z otwartością na wszystko, co może się wydarzyć. W małym tokijskim sklepiku zobaczyła torbę, która okazała się chustą furoshiki, a chwilę później odkryła świat przedmiotów pięknych, praktycznych i pełnych znaczeń. Po powrocie do Warszawy coraz częściej słyszała pytanie: „co to jest?" I właśnie wtedy zrozumiała, że tych chust tutaj brakuje. Tak powstało Puzdro Store, miejsce, w którym japońska tradycja spotyka się z historią warszawskiej kamienicy.Jak to się stało, że otworzyłaś Puzdro Store?Wszystko zaczęło się od Japonii. Pojechałam tam razem z moim mężem na wakacje. Przed podróżą zrezygnowałam ze swojej pracy, ale wyjazd wcale nie miał na celu poszukiwania nowej drogi czy pomysłu na biznes. Wszystko wydarzyło się przez przypadek.

Spacerując po Tokio, natknęliśmy się na malutki sklepik, w którego witrynie wisiała torebka. Kształtem przypominała truskawkę i miała okrągłe rączki. Weszliśmy do środka i poprosiłam panią dokładnie o ten produkt. Ale ona zamiast wręczyć mi torbę, pokazała rozłożone chusty. Myślałam, że mamy problem z komunikacją, że mnie nie zrozumiała, po czym wyjęła dwie okrągłe rączki i wtedy zrozumiałam, że to jest zestaw. Przy mnie zaczęła składać torbę.Wtedy sobie pomyślałam: "Jeju, nigdy nie powtórzę jej ruchów". Żegnając się, jeszcze wręczyła mi karteczkę z instrukcją, jak zrobić tego typu torbę, ale co najważniejsze - była tam również informacja, czym jest furoshiki. Było to moje pierwsze zetknięcie z chustami.