Za nami pierwsza kolejka fazy grupowej mundialu. Nie brakowało niespodzianek, zwrotów akcji, emocjonalnych debiutów, ale też - żeby nie było za słodko - trochę mniej ciekawych spotkań. Czy Europa faktycznie zaczęła mistrzostwa przeciętnie? Jak mundial przyjął debiutantów? Kto jest wygranym tej kolejki, a kto się skompromitował?
Historia mundiali to niemal od zawsze historia rywalizacji Europy z Ameryką Południową, przy rosnącej z biegiem lat przewadze tej pierwszej. Tylko Brazylia, Argentyna i Urugwaj potrafiły sprawić, że trofeum za triumf w turnieju nie trafiało na Stary Kontynent. Spoza tych dwóch kontynentów nikt nigdy nawet nie grał w finale. Ba! Dopiero cztery lata temu Maroko zapewniło Afryce pierwszy w dziejach półfinał. Tamten marokański sukces mógł posłużyć reszcie globu za przykład, że w futbolu robi się coraz więcej miejsca na niespodzianki. Co nam w tej kwestii powiedziała pierwsza kolejka mistrzostw świata w USA, Kanadzie i Meksyku?
Mieszane europejskie odczucia
Był już moment, w którym dało się zauważyć w serwisach społecznościowych drwiny z europejskich zespołów. Zwłaszcza po pierwszych czterech dniach, gdy zwycięstwa na koncie mieli tylko Niemcy (7:1 z Curacao) i Szkoci (1:0 z Haiti), którzy pokonywali debiutantów. Później Stary Kontynent wyprowadził kilka ciosów, np. gdy Francja pokonała niebezpieczny Senegal (3:1), a Norwegia (4:1 z Irakiem) i Austria (3:1 z Jordanią) pokazały sztukę wypełniania roli faworyta. Przy czym jednocześnie ani Hiszpania (0:0 z Republiką Zielonego Przylądka), ani Portugalia (1:1 z DR Konga) nie potrafiły wygrać z afrykańskimi zespołami, w dodatku tymi "na papierze" słabszymi. Poza tym generalnie zaprezentowały się słabo.






