Natychmiast rozpoznawalny dzięki fryzurze od garnka i kolorowym ubraniom ? la lata 80., piosenkarz był w trakcie światowego tournée. We wrześniu miał zagrać w Warszawie.

Amerykański muzyk, który stworzył ekscentryczną i satyryczną sceniczną osobowość, zginął w niedzielę rano w zderzeniu dwóch helikopterów w Rio de Janeiro. Miał 32 lata.

Wraz z nim śmierć poniosło pięć osób. Jak relacjonuje „Variety" trwa śledztwo mające ustalić, jak doszło do powietrznej kolizji. Maszyny spadły na parking dilera samochodowego, kilkadziesiąt aut stanęło w płomieniach.

Tree był w Brazylii w ramach swojego „The World’s First World Tour". Planował, jako pierwszy artysta w historii, zagrać na wszystkich siedmiu kontynentach, w tym Antarktydzie. Z planowanych 70 występów w 30 krajach odbyły się dwa: 30 maja w mieście Meksyk i 6 czerwca w São Paulo.

skrót wydarzeń dnia