Zarówno KO razem z PSL, jak i PiS nazwiska swych kandydatów na prezydenta Krakowa ogłosiły nie pod Wawelem, ale w Warszawie. To wiele mówi o tym, jak te dwie siły polityczne widzą nadchodzące wybory.
Przedterminowe wybory w Krakowie muszą się odbyć, ponieważ w majowym referendum odwołano dotychczasowego prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Dojdzie do nich najpewniej w połowie września.
Krakowskie wybory będą tak naprawdę początkiem kampanii przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Z tego powodu długo wydawało się, że największe partie postawią tu na znane nazwiska czy autorytety. Po obu stronach politycznego sporu - i w KO, i PiS - słychać było o poszukiwaniu "znanego profesora" spoza świata polityki. A jak nie, to chociaż kogoś o ogólnopolskiej popularności, jak np. Małgorzata Wassermann z PiS czy Bartłomiej Sienkiewicz z KO. Żadnej z partii tych celów nie udało się zrealizować, głównie dlatego, że krakowska polityka jest dziś przesiąknięta takim hejtem, że mało kto chce siebie czy swoją rodzinę na niego narażać.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.














