Zarys fabuły brzmi jak zapowiedź współczesnej greckiej tragedii. Szkoda, że twórcy serialu "Morfeusz" nie pokusili się o pójście tym tropem.
"Morfeusz" to kolejny owoc fascynacji polskich filmowców gangsterskim światkiem.
Przemoc, narkotyki, rulony banknotów, walki w oktagonie, tancerki przy rurach. To zestaw obrazków, który od lat krąży po polskich filmach i serialach. Zmienia się co najwyżej tło.
Reżyser Maciej Migas korzysta z tych schematów, zabierając nas w świat grubo ciosanych postaci i wątków, które gdzieś już widzieliśmy. Twórcom trudno jednak zarzucić, że ukrywają swoje intencje. Już pierwsze minuty serialu jasno komunikują, czego możemy się spodziewać. Trzech gości bawi się na jachcie z wianuszkiem półnagich dziewczyn przy dźwiękach przeróbki "Ev'ry Night" Mandaryny. Po chwili jeden z nich skończy z torbą foliową na głowie.
zdrowie







