Dwie minuty i dwa przepiękne skróty. Oba bekhendowe. W obu uderzeniach Maja Chwalińska nadała piłce taką rotację, że Anna Kalinska nie mogła tego odebrać. A jednak pierwszy dropshot Polki spotkał się z jeszcze lepszą odpowiedzią Rosjanki. Dopiero drugi sprawił, że ćwierćfinałowa rywalka Mai rozglądała się po korcie, jakby chciała znaleźć kogokolwiek, kto umiałby jej odpowiedzieć na pytanie "Co tu się dzieje?". Rosjanka w tym meczu często była kompletnie zdezorientowana.
Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach
Kalinska – faworyzowana przynajmniej z racji miejsca w światowym rankingu – mimo technicznych fajerwerków odpalanych przez Chwalińską wygrała pierwszego gema. Ale choć przełamała serwis Polki, to absolutnie nie poczuła się pewnie. Już w kolejnym gemie oglądaliśmy przełamanie powrotne. A przy wyniku 1:1 Maja do zera wygrała gema przy swoim podaniu.
"Shine On You Crazy Diamond" nieśmiertelnego zespołu Pink Floyd towarzyszyło paniom podczas rozgrzewki. Nasz Diament lśnił, zgodnie z życzeniem didżeja z Court Philippe Chatrier. I zgodnie z tym, czego chciała zdecydowana większość paryskiej publiczności. To się czuło – ludzie sympatyzowali z Polką. To po jej zagraniach słychać było z trybun "ochy" i "achy". Nie trzeba było się specjalnie rozglądać, żeby dostrzec, że po genialnych piłkach Chwalińskiej ludzie aż kręcą z niedowierzaniem głowami i po prostu się uśmiechają.








