Maja Chwalińska pierwszy raz w życiu zagrała na największym korcie Rolanda Garrosa, a później po raz pierwszy miała konferencję w największej sali. Tu i tu poradziła sobie świetnie. Mimo że zgadza się, że jest odmieńcem. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
Maja Chwalińska awansowała do ćwierćfinału Rolanda Garrosa, pokonując 6:3, 6:2 Francuzkę Diane Parry. Przed około 13 tysiącami francuskich kibiców Polka zaprezentowała kapitalny tenis. Grała tak samo świetnie, jak w poprzednich rundach, na dużo mniejszych kortach. Konferencja w sali z miejscami siedzącymi dla 118 dziennikarzy (zajęta była mniej więcej jedna trzecia miejsc) też nie wybiła Mai z uderzenia, mimo że wcześniej przysiadaliśmy z nią w przestrzeniach, w których stało najwyżej 10-15 krzeseł. - To dla mnie zdecydowanie duża niespodzianka. Jestem przeszczęśliwa. Cieszę się tym momentem, który mam dzisiaj, ale jutro zacznę już przygotowania do kolejnej rundy – stwierdziła Polka, witając się z zagranicznymi dziennikarzami.






