Na białej części "Iga", na czerwonej "Magda". Przy obu imionach serca - taką polską flagę widzieliśmy na Court Philippe Chatrier podczas meczu Iga Świątek - Magda Linette, w trzeciej rundzie Rolanda Garrosa. W meczu emocji było niewiele - Świątek wygrała 6:4, 6:4. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.

TERESA SUAREZ / PAP/EPA

Sześć minut gry, 2:0 dla Magdy Linette i jej serwis. Tak to się zaczęło. Na pustawym Court Philippe Chatrier cztery, może pięć tysięcy widzów (a trybuny mogą pomieścić ponad 15) pomrukiwało ze zdziwienia. Iga Świątek była wyraźną faworytką polskich derbów w trzeciej rundzie Rolanda Garrosa 2026. Najwyraźniej Linette nic sobie z tego nie robiła. Ale koniec końców decydowała różnica w poziomie tenisa między trzecią a 73. zawodniczką światowego rankingu.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Linette już dwa dni temu zapowiedziała, że Świątek się nie przestraszy. – Zrobię wszystko, żeby uprzykrzyć Idze życie – mówiła na konferencji prasowej. Wtedy niespodziewanie pokonała Jelenę Ostapenko 6:2, 2:6, 6:2. Komentowano, że niżej notowana Polka usunęła koszmar z drogi Polki, znany na całym świecie. Bo Świątek z Ostapenko nigdy nie wygrała, a mierzyły się już sześć razy. Ale Linette dobrze pamiętała, że zaledwie dwa miesiące temu też potrafiła zafundować Idze kilka bezsennych nocy.