Zima na przełomie lat 1384 i 1385 okazała się ciepła, a ciepłe zimy były błogosławieństwem dla Litwinów i przekleństwem dla Krzyżaków. Do Królewca zjechało wielu rycerzy z zachodniej Europy z nadzieją gnębienia pogan i tych, których za pogan uważali, ale pozostało im tylko trwonić czas i pieniądze w państwie zakonnym.

Jagiełło, wcześniej z rozmysłem prowokujący Krzyżaków, teraz chciał zyskać na czasie. Poprosił wielkiego mistrza Konrada Zöllnera o spotkanie, tradycyjnie na Dubissie. Krzyżacy wyrazili zgodę, Zöllner i wielki marszałek Konrad von Wallenrode wydali wielkiemu księciu glejty bezpieczeństwa oraz przystali na rozejm obowiązujący przez osiem dni po rozmowach.

Rokowania zaplanowano na koniec maja 1385 roku. Prawdopodobnie do nich doszło, ale niczego nie ustalono. Przynajmniej obyło się bez afrontów, bo w źródłach głucho na ten temat. Krzyżakom nie zależało na pokoju, brak zimowej wyprawy chcieli sobie powetować najbliższej jesieni. Wszyscy wiedzieli, że po żniwach nastąpi krzyżacki najazd.

Zobacz wideo Przy brytyjskiej prawicy polska to miłe misie

Tymczasem Jagiełło wypatrywał powrotu poselstwa wysłanego do Polski z prośbą o rękę królowej Jadwigi. Czekał znacznie dłużej, niż się spodziewał. Posłowie dojechali do Krakowa w styczniu. O ile polscy dostojnicy zaakceptowali propozycję, o tyle jednak stwierdzili, że potrzebna jest jeszcze zgoda matki Jadwigi – węgierskiej królowej Elżbiety Bośniaczki. Kilka tygodni zajęły: podróż na Węgry, uzyskanie pozytywnej decyzji Bośniaczki i powrót do Krakowa, skąd litewscy posłowie, polscy negocjatorzy i węgierscy pełnomocnicy królowej matki mogli wreszcie przekazać odpowiedź Jagielle.