Uniewinniający wyrok zapadł w środę przed południem w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. - Wyrok sądu pierwszej instancji jest błędny - mówiła w ustnym uzasadnieniu sędzia Sądu Apelacyjnego Małgorzata Janicz. Zaznaczyła, że nie ma dowodów na to, by Michał Wiśniewski dopuścił się oszustwa. Wskazywała m.in., że artysta podejmował działania zmierzające do spłaty pożyczki zaciągniętej w SKOK.
- W tej sprawie nie ma dowodów winy, są jedynie domniemania i nadinterpretacje - przekonywał wcześniej w mowie końcowej obrońca Michała Wiśniewskiego, mec. Piotr Podgórski. - W tej sprawie brakuje nie tylko winy, ale całego fundamentu. Oskarżony nie wprowadził nikogo w błąd, nikogo nie oszukał. Ten człowiek, który dla wielu milionów Polaków jest pewnym symbolem, poza światłami jupiterów jest również ojcem sześciorga dzieci. Jak mamy im wytłumaczyć, że ich ojciec, człowiek uczciwy i pracowity, ma zostać im odebrany i trafić do więzienia? - mówił pełnomocnik. Mec. Piotr Podgórski oceniał też, że sąd pierwszej instancji, skazując Michała Wiśniewskiego na karę więzienia, dokonał "błędnych ustaleń stanu faktycznego i błędnej oceny dowodów". - Ten człowiek nie przyszedł prosić tutaj o litość, przyszedł po sprawiedliwość, która należy się kaźdemu obywatelowi - zaznaczył mec. Piotr Podgórski. - Nie pozwólmy, by ten wybitny głos zamilkł za kratami z powodu pomyłki, która nigdy nie powinna mieć miejsca - dodał. Prokurator Michał Chałubiński z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga wnosił natomiast o utrzymanie w mocy wyroku sądu pierwszej instancji. - Oskarżony podał [we wniosku o pożyczkę w SKOK - red.], że zarabia zdecydowanie więcej, niż wynosiły jego dochody - przekonywał. - To nie jest tak, że na datę wzięcia kredytu on miał zdolność spłaty zobowiązań. (...) Sąd pierwszej instancji słusznie skazał oskarżonego - ocenił prokurator.






