Swingersi nie mają dobrego zdania o BDSM, uważają, że bicie albo chodzenie na smyczy jest chore. Środowisko BDSM uważa natomiast, że swingersi są obleśni, bo jak można uprawiać seks z kimś obcym. Obie grupy natomiast nie mają najlepszego zdania o kobietach, które biorą udział w gangbangach. A ja jestem w każdej z tych grup i w każdej znajduję coś dla siebie.
Wiktoria, 30 lat: – Wychowała mnie kontrolująca mama, katoliczka. Ciągle chciała wiedzieć, co robię, ale mentalnie jej w moim życiu nie było. Tata był w ciągłych rozjazdach, na zleceniach. Temat seksu w naszym domu nie istniał, uczyłam się o nim z „Bravo Girl!". Straciłam dziewictwo w wieku 14 lat i to z mojej inicjatywy. Wyszłam za mąż za mojego pierwszego partnera seksualnego tuż po studiach. Zaszłam w ciążę w wieku 24 lat. Małżeństwo przetrwało trzy lata. Miałam dość jego nieporadności, czułam, jakbym miała dwoje dzieci. Ja pracowałam, zajmowałam się dzieckiem i lubiłam wychodzić na miasto, a on miał problem, żeby chociaż zrobić zakupy. Mój małżeński seks był fajny. Mąż lubił świece, szampana i płatki róż, ja tego nie potrzebowałam, ale generalnie miło.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.








