Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po rozmowach z Pete'em Hegsethem zapowiedział, że jest umówiony na dalszą współpracę nad wzmacnianiem obecności USA na wschodniej flance NATO.

Jak podaje agencja Reutersa decyzja Pentagonu dotyczyła 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 1. Dywizji Kawalerii z Fort Hood w Teksasie. Decyzja ta była o tyle niezrozumiała, że sprzęt wojsk sojuszniczych już w części znajdował się w naszym kraju. Wcześniej zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i premier Donald Tusk zapewniali, że liczebność amerykańskich żołnierzy w Polsce się nie zmieni.

"Sekretarz Wojny USA potwierdził, że nie zmienia się zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę i bezpieczeństwo Polski" - napisał po rozmowie Kosiniak-Kamysz. "Nasze relacje wojskowe są silne i zostały dziś jednoznacznie potwierdzone. Wielokrotnie w trakcie rozmowy usłyszałem, że Polska jest modelowym sojusznikiem i w pełni może liczyć na Stany Zjednoczone" - dodał.

Szef polskiego MON dodał, że "trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła". "Decyzje, które są podejmowane nie są w żaden sposób wymierzone w nasze strategiczne partnerstwo. Pentagon przygotowuje właśnie nowy plan rozmieszczenia swoich wojsk w całej Europie" - powiedział Kosiniak-Kamysz.