Warszawskie Lotnisko Chopina w rankingu minimalnego ryzyka opóźnień ustępuje na świecie tylko portowi Arlanda koło Sztokholmu. Na Okęciu spada jednak liczba startów i lądowań, w dodatku już niemal jedna trzecia pasażerów wybiera tanie linie, odwracając się od LOT-u.
Lotnisko Chopina na warszawskim Okęciu poinformowało w czwartek 14 maja, że w kwietniu odprawiło niespełna 2 mln podróżnych - dokładnie 1 mln 944 tys. 122, a najwięcej w niedzielę 26 kwietnia - 76 tys. 234. "Zawirowania w światowym lotnictwie nie wpłynęły na wyniki" - przekonują służby prasowe, choć od ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran pod koniec lutego liniom lotniczym coraz bardziej zaczyna brakować paliwa.
Dlatego przewoźnicy masowo odwołują loty. Np. niemiecka Lufthansa anulowała już 20 tys. rejsów. A z powodu działań wojennych sam tylko LOT stracił ok. 900 połączeń w rejon Bliskiego Wschodu. W maju Dreamlinery tej linii zaczęły latać z Warszawy do San Francisco w Kalifornii (rejs trwa ok. 10,5 godz.). Prezes Polskich Portów Lotniczych Łukasz Chaberski przyznaje, że sytuacja jest niepewna, bo podróżni odkładają rezerwację biletów na wakacje. Już w zeszłym miesiącu na Lotnisku Chopina słyszeliśmy: "Tracimy jakieś 8-10 proc. przychodów".














