Chyba wreszcie udało się to wszystko połączyć: ogromny talent, poczucie zjednoczenia i granie z uśmiechem. Francuzi skandują więc nazwiska kolejnych bohaterów, a zaczynają od Didiera Deschampsa, który najpierw sam musiał się zmienić, by mogła się zmienić cała reprezentacja. 3:0 ze Szwecją? Wyglądało jak mecz drużyny, która może zostać mistrzem świata. Zachowanie Francuzów po meczu było jednak bardzo wymowne. Korespondencja Dawida Szymczaka, dziennikarza Sport.pl.