- Bardzo bałam się lotu z takim maluszkiem, ale niepotrzebnie. Przy starcie synek z zaciekawieniem patrzył przez okno i w ogóle nie płakał. Potem spał na moich rękach, a kiedy zaczęło mu się nudzić, puściliśmy po cichu muzyczkę i wymyślałam różne zabawy - przyznała czytelniczka, która leciała samolotem z 10-miesięcznym dzieckiem.