Opowieści z najnowszej książki Anny Bikont zaczynają się tam, gdzie wydawałoby się, że mogłyby się kończyć. Niestety, dla jej żydowskich bohaterów koniec wojny nie był końcem ich gehenny. Urywki tych historii - o pogromie kieleckim, o obozach dipisów, o wyjazdach, a bardziej może nawet ucieczkach z Polski przez zieloną granicę - czytelnicy już słyszeli, ale pieczołowicie zebrane i poklasyfikowane przez autorkę powojenne losy polskich Żydów nadal robią wstrząsające wrażenie. Żydzi mieli różne strategie na to, jak żyć z traumą. Bikont ich nie ocenia, po prostu rekonstruuje, pokazując tych, którzy zdecydowali się zostać i kultywować pamięć, tych, którzy zostali, ale wymazali swoją żydowskość, i tych, którzy wyjechali. Jedni, żeby się mścić, inni, żeby wybaczyć. Każdy z tych sposobów miał swoją cenę. Często tylko sami zainteresowani wiedzieli, jak wysoką. Bikont opowiada o Żydach mordowanych po wojnie, o Żydach mszczących się na Niemcach, na polskich szmalcownikach. O Żydach, którzy tak bardzo wyparli się swojej żydowskości, że stali się antysemitami. Brnie w te opowieści, nawet tam, gdzie dużo łatwiej byłoby się zatrzymać i już nie pytać, nie drążyć. Dzięki temu, że tak różne żydowskie losy wybrzmiały razem, w jednym miejscu, że reporterka zebrała często rozsypane i opisane przez innych przypadki biografii, dostajemy portret zbiorowy, ale starannie rozpisany na poszczególne osoby, pokolenia ocalonych. Pomaga on zrozumieć nie tylko historię Polski czy Izraela, ale także teraźniejszość.