Różnymi drogami, ale Wiktor Nowak, Oskar Kubiak i Michał Skóraś dotarli do Ligi Mistrzów. W meczu Slavii Praga z RC Lens obejrzeliśmy ich występy bardzo dokładnie. Cóż, kilka niedociągnięć jest, ale mamy też powody do zadowolenia. I możemy dyskutować w ich kontekście o kadrze.
Przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach do polskich piłkarzy w Lidze Mistrzów. Przywykliśmy do luksusu – jeszcze nie tak dawno Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny reprezentowali barwy FC Barcelony, stanowiąc o jej sile. Piotr Zieliński i Nicola Zalewski wraz z Interem Mediolan docierali do finału rozgrywek w 2025 roku. Wówczas także Matty Cash był czołowym zawodnikiem Aston Villi, która zagrała w ćwierćfinale. A dzisiaj musimy zadowolić się tym, że Zieliński nie zawsze wyjdzie w wyjściowym składzie, Szczęsny jest drugim lub trzecim w hierarchii bramkarzem Barcelony, a Cash musi rywalizować z Aaronem Wan-Bissaką, co wcale nie jest prostym zadaniem. Nie znaczy to jednak, że nie mamy kogo oglądać.
Ci Polacy nie grają w klubach "premium". Dla swoich ekip są jednak kluczowymi postaciami
Może w sezonie 2026/27 sprawa polska w Lidze Mistrzów nie wygląda na "premium", ale nie można umniejszać tym, którzy w niej zagrają i będą czołowymi postaciami swoich drużyn. A przecież tak jest w przypadku Tymoteusza Puchacza w Sabah Baku czy Jana Bednarka i Jakuba Kiwiora w FC Porto (do gry po wyleczeniu urazu wróci jeszcze Oskar Pietuszewski). Zapominamy jednak o dwóch klubach, które toczyły bezpośredni bój w 1. kolejce fazy ligowej.






