Polska już od wielu lat w kwestii muzycznych festiwali nie ma się czego wstydzić. Coraz więcej imprez ściąga do naszego kraju ludzi z całego świata. Jednak w przypadku wydarzeń takich jak Opener lub metalowy Mystic Festival, decyzję o wzięciu udziału w koncertach u większości uczestników determinuje line-up. Jeśli chodzi o festiwal w Aleksandrowie Łódzkim, wygląda to często nieco inaczej.
17. edycja najlepszego festiwalu w Polsce za nami. Tam czujemy się jak w domu
Summer Dying Loud odbył się w tym roku po raz 17. W ciągu trzech dni na dwóch scenach perfekcyjnie naoliwionej festiwalowej maszyny stworzonej przez Tomasza Barszcza zagrało 50 kapel, a wśród nich legendy metalu takie jak: Satyricon, Nevermore, Destruction i Triptykon. Odwiedzając dziś SDL-a trudno uwierzyć, że w 2013 roku o występach światowych legend w Aleksandrowie Łódzkim można było jeszcze pomarzyć, a na jednodniowej wówczas imprezie grało zaledwie siedmiu rodzimych artystów.
Ciężka praca organizatorów, ale także ogromne wsparcie władz miasta zaowocowało metalowym świętem, bez którego setki festiwalowiczów nie wyobrażają sobie końca lata. Słowo "dom" w kontekście masowej imprezy brzmi może nieco patetycznie, jednak w przypadku SDL-a pada z ust zarówno grających tam artystów, jak i uczestników, niezwykle często. Dzieje się tak nieprzypadkowo. Atmosfera na Summer Dying Loud mimo ciągłego progresu imprezy jest co roku tak samo kameralna i rodzinna. W żadnym innym tłumie nigdy nie czułam się bezpieczniej.






