Władze Ukrainy mierzą się z krytyką po ataku Rosji na składy amunicji, w wyniku którego doszło do wtórnych wybuchów i zginęło co najmniej 38 osób. Jest to bowiem kolejny przypadek, kiedy materiały wybuchowe znajdowały się za blisko budynków mieszkalnych.
W niedzielę (30.08) we wsi Myła w pobliżu Kijowa wciąż trwała likwidacja skutków rosyjskiego ataku z 28 sierpnia. Tego dnia rosyjski dron uderzył w składy amunicji, co wywołało wtórne detonacje.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował w niedzielę, że w wyniku uderzenia i późniejszych wybuchów zginęło 38 osób. Wcześniej informowano o 37 ofiarach. Cztery osoby zostały uznane za zaginione, a dwadzieścia, w tym dwoje dzieci, odniosło obrażenia.
Większość ofiar stanowili mieszkańcy domu seniora „Dobry Dom". Według lokalnych władz i dziennikarzy zginęli wszyscy pensjonariusze ośrodka.
Klub Gazety Wyborczej






