27 sierpnia 2026, 09:11
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński potwierdził, że funkcjonariusze CBA prowadzą działania na Dolnym Śląsku. Według ustaleń Wirtualnej Polski zatrzymano osoby związane z opisywaną przez ten portal tzw. aferą powodziową.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl
Jacek Dobrzyński poinformował o działaniach służb w opublikowanym w czwartek (27 sierpnia) wpisie w serwisie X. "W związku z pytaniami dziennikarzy informuję, że od wczoraj na polecenie Prokuratury Europejskiej agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego realizują czynności procesowe na Dolnym Śląsku. Ze względu na ich ciągłość i skomplikowany charakter, szczegółowy komunikat prowadzonych przez CBA działań zostanie przekazany po ich zakończeniu" - napisał.
Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych zaznaczył, że na ten moment to są jedyne informacje, które może przekazać. Tymczasem według ustaleń Wirtualnej Polski funkcjonariusze CBA zatrzymali osoby związane z tzw. aferą powodziową, które zostały przewiezione do Prokuratury Europejskiej w Katowicach. KO domaga się dymisji prezesa KARR, ale marszałek z PSL nie reaguje. Szef KARR to człowiek zblatowanych z dolnośląskimi ludowcami Bezpartyjnych Samorządowców - pisała Magdalena Kozioł na Wyborcza.pl.Afera powodziowa. Nieprawidłowości w działaniu KARRPrzypomnijmy, że na początku sierpnia WP opisało nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR). Według ustaleń portalu 4,5 mln zł pomocy powodziowej miało trafić do trzech podmiotów z jednej okolicy, mimo że cztery niezależne źródła wykluczają, by ucierpiały one w wyniku powodzi. Pieniądze miały otrzymać podmioty powiązane z wiceprezeską agencji, działaczką KO.Portal opisywał, że w miejscowości Dziwiszów w gminie Jeżów Sudecki wsparcie miały otrzymać trzy lokalne podmioty. Według serwisu firma męża wiceprezeski KARR otrzymała maksymalną pożyczkę z funduszu ministerialnego w wysokości 200 tys. zł. Protokół z oględzin, sporządzony dziesięć miesięcy po powodzi, wykazał pęknięte płytki na tarasie, wymyte fugi oraz rysy w tynku na balustradzie balkonu na pierwszym piętrze, przy czym gmina przyznała na piśmie, że nie miała niezależnego dowodu na powstanie tych szkód w wyniku powodzi.







