W 1991 r. to Polska jako pierwsza uznała niepodległość Ukrainy. I choć dziś przybywa ciemnych chmur, musimy wspierać walczący z rosyjską agresją kraj i piętnować niegodziwą, ksenofobiczną kampanię prowadzoną przeciwko żyjącym w Polsce Ukraińcom

Obchody 35. rocznicy odzyskania przez Ukrainę niepodległości są w tym roku wyjątkowo smutne. W Kijowie trwa żałoba po rosyjskim ataku rakietowym sprzed kilku dni, gdy Rosja odpaliła na miasto ponad 20 pocisków balistycznych. W Krzywym Rogu spod gruzów zbombardowanego centrum handlowego właśnie zakończono wydobywanie ciał. Rosjanie uderzyli tam dwa razy, drugi, by zabić strażaków, którzy przybyli gasić płonący obiekt i ratować rannych.

Kilka dni, kilkudziesięciu zabitych cywilów, setki rannych, wśród ofiar wiele dzieci. W trwającej piąty rok wojnie z Rosją terrorystyczne ataki na ukraińskie miasta stały się codziennością. Niewykluczone, że w najbliższej przyszłości będą przybierać na sile i okrucieństwie. Bo Rosję duszą koszty prowadzenia wojny, drastycznie zwiększane przez ataki ukraińskich dronów i pocisków manewrujących na obiekty przemysłowe na rosyjskim zapleczu.

A na froncie sukcesów – mimo gigantycznych strat – niewiele. Władimir Putin, by zmusić Ukraińców do kapitulacji, zamierza utopić napadnięty kraj we krwi. By utrzymać się u władzy, musi tę wojnę wygrać bez względu na cenę.