Mróz-Gorgoń znalazła się w ministerialnym zespole już po publikacji raportu "Polaków Portret Własny", a więc najprawdopodobniej nikt go nawet nie przeczytał.

Tylko w Polsce ekspertka od wizerunku może wylecieć z rządu z powodu kryzysu wizerunkowego. Przypadek Barbary Mróz-Gorgoń udowadnia, że państwo polskie w wielu przypadkach nadal jest niewydolne.

Zaczęło się od raportu, który opublikowany został w listopadzie ubiegłego roku. Przygotowała go fundacja założona przez Barbarę Mróz-Gorgoń, do niedawna pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski.

W dokumencie, za który Ministerstwo Sportu zapłaciło blisko 200 tys. zł, znalazło się wiele kompromitujących błędów: Katowice leżały w innej części kraju, młodzi Polacy mieli mówić perfekcyjnie po mandaryńsku, a wiele zdań przypominało rozprawkę napisaną przy pomocy sztucznej inteligencji. Eksperci mówili wręcz o podręcznikowych przykładach "halucynacji" generatywnego modelu językowego.

Tylko dla klubowiczów