Kibice Deportivo la Coruna przeżyli wszystko. Od mistrzostwa Hiszpanii i półfinału Ligi Mistrzów ponad dwie dekady temu, po spadek do trzeciej ligi hiszpańskiej i zapaść ekonomiczną. Dziś ich klub wraca do Primera Division, z postanowieniem walki o Europę. Z polskim obrońcą, Brightem Ede, w składzie.

Zaledwie dwa lata temu klub z 250-tysięcznego miasta w Galicji był w trzeciej lidze, z długami sięgającymi 160 mln euro. Wydostał się z kryzysu dzięki inwestycji banku Abanca, którego główny udziałowiec, wenezuelsko-hiszpański miliarder Juan Carlos Escotet, jest prezesem Deportivo. - Naszym biznesem jest futbol – powiedział w styczniu 2020 roku, gdy zainwestował w klub z La Corunii. Czy można było w to uwierzyć?

Podróże trzecioligowe

Na początku kierował Deportivo z tylnego fotela, uzdrawiając jego finanse. W 2024 roku zajął miejsce, które legendarny, były szef klubu Augusto Cesar Lendoiro nazwał kiedyś "krzesłem elektrycznym". Lendoiro zajmował fotel prezesa Deportivo ćwierć wieku. Aż do 2014 roku, kiedy skończyła się jego złota era.

Najwierniejsi kibice uwierzyli Escotetowi, bo taka jest ich natura. Jeden z nich opowiedział dziennikowi "El Pais" przygody grupy swoich kolegów, którzy tułali się za Deportivo po trzecioligowych stadionach. San Fernando to miasto w pobliżu Kadyksu w Andaluzji. Od La Corunii dzieli je jakieś 1000-1200 km – w zależności od wybranej drogi. W sześciu przebyli trasę pociągami, by zobaczyć, jak miejscowy klubik CD San Fernando odbiera punkty ich drużynie w 95. min meczu.