Dyspozytorka nie chciała wysłać karetki. Miała powiedzieć, że "na własnych nóżkach trzeba dojść do doktora". Kiedy Edward w końcu trafił na SOR, dostał czerwoną metkę: stan zagrożenia życia.

Igor mieszka w centrum Warszawy, a jego znajomy Edward w podwarszawskich Ząbkach. Kiedy spotkali się w pierwszy weekend sierpnia, Edward narzekał, że źle się czuje.

– Był słaby. Mało pił. Nic nie jadł, bo z powodu bólu w gardle nie mógł przełykać. Myślałem, że złapał jakąś infekcję – relacjonuje Igor. W tygodniu Edward brał silne leki przeciwbólowe i antybiotyk, ale nadal chodził do pracy.

Pogorszyło się w piątek 7 sierpnia: gorączka, dreszcze, ciężki oddech, ból głowy nie do zniesienia i dziwna słabość w nogach. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Leki nie działały. Igor zaproponował, że przyjedzie i razem pójdą do lekarza: - Powiedział, że nie jest w stanie wstać z łóżka. Słyszałem, że ledwo mówi i jest w słabym kontakcie. Poprosił, żebym wezwał pogotowie - opowiada Igor.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.