Franciscus van Meel ma nazwisko zaczynające się od najszybszej litery: M, ale nie dlatego przewodzi sportowej marce BMW M już drugi raz. To jego specjalność w branży. Najpierw robił to w należącej do Audi firmie quattro GmbH, później od 2015 roku w BMW Motorsport. Po kilku latach przerwy w 2021 roku wrócił do BMW M. Teraz ma przeprowadzić tę markę przez manowce elektryfikacji. Spytałem go, jak chce to zrobić na torze Le Sarthe, w trakcie ostatniej, emocjonującej godziny wyścigu 24h Le Mans. Ostatecznie BMW zajęło drugie miejsce.
Zobacz wideo Vlog z wycieczki w Alpy BMW M5 Touring
Łukasz Kifer, Moto.pl: Widzę, że bardziej się przejmuje pan wynikiem niż sukcesem nowego elektrycznego BMW M3, które zaprezentowaliście przed wyścigiem 24h Le Mans. Czy mam rację?
Franciscus van Meel, BMW M: To na razie tylko studyjna wersja, ale nie martwię się o seryjny model, który pokażemy później, bo jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. Nie mówię tylko o sportowych właściwościach, precyzji i dynamice, ani o tym, że to będzie najszybsza "emka" w historii, ale przede wszystkim o emocjach, jakie wywołuje w czasie jazdy. To równie ważne.
Jest pan bardzo pewny siebie. Do tej pory prawie nikomu nie udało się osiągnąć sukcesu handlowego ze sportowym elektrykiem. Jeśli wam się to powiedzie, będziecie pierwsi w klasie premium.







