Pytam, jakie największe niebezpieczeństwo widzi dla Polski w najbliższej przyszłości. Odpowiada bez wahania: "Niemcy! Wszędzie już w Polsce są, wszystko zagarniają albo niszczą, przepychają przez granicę uchodźców. To kwestia czasu, aż oni i Unia Europejska zniszczą całą Polskę".
Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl
Kiedy oglądałem film dokumentalny nakręcony na podstawie reportażu Włodzimierza Nowaka "Noc w Wildenhagen", zrozumiałem, jak niezwykłą siłą jest empatia. Na ekranie polscy mieszkańcy niewielkiej wsi w Lubuskiem ze łzami w oczach opowiadali o losach dawnych niemieckich właścicieli domów, którzy w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej masowo odbierali sobie życie.
Pomyślałem wtedy, że empatia jest jedyną siłą zdolną przezwyciężyć bariery narodowe, religijne, rasowe czy światopoglądowe. Potrafi sprawić, że choć na chwilę po jednej stronie barykady stają ludzie, a po drugiej pozostają już tylko nacjonalizm, fanatyzm, polityczne szaleństwo i bestia drzemiąca w człowieku.
"Noc w Wildenhagen" opowiada historię dziesięcioletniej Adelheid. Jej matka, karmiona przez lata goebbelsowską propagandą i przerażającymi opowieściami o tym, co Armia Czerwona robi z niemiecką ludnością cywilną, uznała, że jedynym sposobem ocalenia siebie i czworga dzieci przed gwałtami, torturami i upokorzeniem jest wspólna śmierć. Front był już tuż obok. Zza lasu dochodził huk dział.






