Dwie motorówki warte około 650 tys. zł spłonęły jednej nocy w gdańskiej Przystani Cesarskiej. Ich właściciel zarejestrował na kamerach dwóch mężczyzn, którzy je podpalają. W środowisku właścicieli łodzi krążą cztery hipotezy dotyczące motywów.
Na miejsce przestępstwa dotrzeć łatwo. Od centrum Gdańska trzeba iść wzdłuż Motławy. Po 20 minutach jestem na Przystani Cesarskiej.
Podchodzę do ogrodzenia. To kilka metrów od spalonej łodzi. Stoi na końcu pomostu, tuż przy wyjściu z portu. Obok puste miejsce po drugiej łódce, która zatonęła.
Idę wokół mariny. Mijam bar "Bosman", potem jest parking dla kamperów. Takie pojazdy kojarzą się z zachodnim luksusem. Nie tym razem. Wydzielony dla kamperów placyk wciśnięty jest między zrujnowaną halę i pomosty przystani. Atmosfera jak z dystopii.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






