Przybycie i wyjazd tysięcy imigrantów wywróciły życie mieszkańców Ceuty do góry nogami. Zamknięte są sklepy, bosi młodzi ludzie błąkają się po ulicach, są odwołane targi, wszędzie leżą śmieci.
Smutna armia w podartych spodniach, niedopasowanych klapkach, z zabandażowanymi nogami i głowami zakrytymi koszulkami zmierza w męczącej wędrówce pod palącym słońcem w kierunku granicy z Marokiem.
Wracają pokonani. Ich przygoda zakończyła się porażką. Dziesiątki tysięcy imigrantów, którzy w czwartek przybyli falą z Maroka do Ceuty drogą morską, wczoraj wracali – bez śmiechu, okrzyków na cześć Hiszpanii, bez zapału.
Drogą, po obu stronach której stoją żołnierze przyspieszający ich marsz, idzie zmęczona młoda para. Ojciec niesie na rękach trzyletnią dziewczynkę. Zaledwie 24 godziny wcześniej płynęli przez morze, trzymając dziecko mocno przypięte do kółka do pływania. Była to niebezpieczna przeprawa, która pozostawiła dziesiątki ciał na plażach Tarajal. I wszystko na nic.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
















